Opublikował/a jahckal w dniu grudzień 13, 2006
To było 25 lat temu. Niewiele z tego okresu pamiętam, bo za młody byłem, żeby iść na barykady. Niemniej jednak mam kilka wspomnień, które powodują, że ciarki przechodzą mi po plecach i oczy łzawią.
Miałem wtedy tylko 4,5 roku i wyglądałem przez okno na ulicę po której do Świdnika wjeżdżały czołgi. Późna noc, ale w domu nikt nie spał. Tato z mamą i babcią robili wędliny, a Dziadka nie było. Miał nocną zmianę w WSK – miejscu docelowym dla tych czołgów.
Strach.
Wrócił. Jedyne co pamiętam z opowieści to wrzucany na halę gdzie pracował gaz łzawiący.
Nie zapomnę. Nie zapomnę ci tego szeregowy wolski!
Opublikowany w family, reallife | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu listopad 25, 2006
To, że będę pracował w Święta jest tylko i wyłącznie moją winą. Przez cały rok nie zrobiłem nic, żeby znaleźć pracę w normalnym systemie godzinowym. Sam chciałem, a chcącemu nie dzieje się krzywda
Do dzieła! Bo to wiadomo, że łatwe nie jest, ale może do Wielkanocy się uda.
Opublikowany w family, reallife | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu czerwiec 11, 2006
Moi teściowie gotują w moim guście. Ponadto gotują dużo. Za każdym razem wytaczam się od nich z pełnym brzuchem. Dziś szefowie kuchni polecali: kurczak w migdałach w sosie zapiekany, schab duszony w sosie z ziołami, canelloni ze szpinakiem. Poza tym rosół. Na deser był tort truskawkowy przeogromny, oraz sernik i kilka babek advocatowych. Skosztowałem wszystkiego
Teść ma przychodnie. Wymog dotacji z UE: strona internetowa. No więc robimy. Zaczął w Wordzie…
Mam nadzieję, że uda mi się go przekonać do NVU. Z teściową i Thunderbirdem się udało.
Opublikowany w family | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu marzec 8, 2006
Dni było za mało. Nie udało nam się zobaczyć “wszystkiego”. Choć bardzo staraliśmy się. Oczywiście w ramach zdrowego rozsądku, obejmującego np. wstawanie o 8:20, a nie o 6:00. Prawie wszędzie chodziliśmy na piechotę. Nasze nóżki już bardzo dawno nie miały takiego treningu. Bolały strasznie i mieliśmy czasem pokusę, żeby dalej nie iść. To były piękne 3 dni. Piękna pogoda, piękne zdjecia. Zrobię z nich potem jakąś galerię i gdzieś wystawię.
Po raz kolejny zaraz po powrocie do tego kraju miałem ochotę jak najszybciej go opuścić. My po prostu jesteśmy opóźnieni w stosunku do innych krajów o kilkadziesiat lat. A moze przez Polactwo nigdy ich nie dogonimy. Najpierw strażnik graniczny, młody chłystek podrywający swoim pięknym uśmiechem wszystkie kobiety i proszący, aby odsłoniły ucho. Moje było na wierzchu, więc pewnie dlatego nie spodobał mu sie mój dowód. Był zniszczony i do wymiany. Na pewno na nim nie wyjadę z kraju. Gdy dowiedział się, że wyjechałem 3 dni wcześniej wkurwił się już ostatecznie i kazał mi szukać prawa jazdy.
Potem PKP. Mają swój internetowy rozkład w którym podajesz jaki dzień odjazdu Cię interesuje. Nic jednak z tego nie wynikło, że wskazałem odjazdy z Krakowa od 6. marca od 23.00 gdyż pociag, który mi wyszukało jako odjeżdzający 7. marca o 2.00 miał gwiazdkę*.
* odjeżdza niecodziennie i na pewno nie 7. marca mimo, że interesują Cię takie pociągi.
Paranoja!
Opublikowany w family, podróże | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu luty 23, 2006
Czasem, nie często, ot tak co miesiąc lub pół roku, nie chce mi się. Jestem wypruty koncepcyjnie. Tak strasznie! Że nie mam ochoty decydować jak pokroic pieczarki do sosu. Potrzebuje wtedy zrzucić odpowiedzialnosć z siebie i tylko postępować według instrukcji.
A tak nie można. Trzeba pamiętać o tym co się usłyszało na ślubie Plutki. To chyba nawet samego świętego Alberta słowa. Muszą boleć nogi, muszą boleć ręce. I nic. Nie powinienem wtedy zapominać o tym co piekne. Nigdy nie powinienem zapominać.
Maksymalnie świadomy…
Opublikowany w family | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu luty 20, 2006
Dear Wendy to strasznie smutny film. Chyba von Trier nie potrafi opowiadać wesołych historii. Dobrze, że żona go nie oglądała. Śpi. Przed wieczornym seansem. Miałem ochotę na Europę, ale to chyba nie najlepszy pomysł. Już lepszym wydaje mi się Komornik
Opublikowany w family, moovies | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu luty 16, 2006
Moja żona śpi w pokoju obok. Zaraz do niej dołącze i prześpimy cały dzień…
Opublikowany w family | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu luty 13, 2006
Po weekendzie zaczęła się choroba. Pierwsze sympomy były wczoraj wieczorem, ale oboje myśleliśmy, że po nocy przejdzie. Nic takiego się nie stało. Od 4.00 było już okropnie. Do mnie po dwóch godzinach snu nie bardzo docierała rzeczywistość. Bolą nerki. Już raz się zdarzyło coś takiego. Poważna rzecz z lekami i leżeniem w łóżku i teraz mamy powtórkę.
Na razie jest zwolnienie i recepta od teścia. Sen będzie według mnie najlepszy. Niech trwa tak długo jak sie da.
Przede mną noc w pracy.
Opublikowany w family | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu luty 13, 2006
Zaczęliśmy znowu tańczyć. W Prywatnej Szkole Tańca Poimpetusowego Zuzi “Czytelnia”. Jest super. Znowu bolą nogi, a dzisiaj mokry byłem po pierwszych 5 minutach walca angielskiego. To jeszcze pamiętamy – z wesela
Ale sambę musieliśmy sobie przypominać od podstaw. Następna lekcja za tydzień.
Potem wielkie żarcie u teściów. Było całkiem przyjemnie. Wjechaliśmy z prezentami dla dziadka Jurka i babci Broni, a wyjechaliśmy z dwoma słowackimi sosami do makaronów i morawskim winem.
Z tym winem wjechaliśmy potem do Krupińskich. Było bardzo po francusku. Sery i zdjęcia z ich wyprawy rocznicowej (już 5 lat za nimi) do Paryża.
Opublikowany w family, friends, hobby | Zostaw Komentarz »
Opublikował/a jahckal w dniu luty 12, 2006
Dziwię się sobie, że nie lubie pić herbaty u Dziwisza, choć lubią to miejsce wszyscy (oprócz mojej żony). Nie ma żadnych ostrzeżeń z poprzedniej epoki mówiących “Pofatyguj się do lady, żeby zamówić”. A jednak po 10 minutach oczekiwania i ignorowania Cię przez przemykające obok kelnerki zaczynasz podejrzewać, że coś nie gra. Zamawia sie przy kasie bo maja tylko jedno rozwieszone na ścianie menu. Potem zamówienie przynosi Ci kelnerka do stolika. Okropne rozwiazanie. Daliśmy się z Patrycja nabrać na nie już dwukrotnie i za drugim razem przypomnielismy sobie, że poprzednim razem też nam się nie podobało… właśnie z tego powodu. Grunt to dobra pamięć. Nawiasem pisząc na pewno nie poszlibyśmy tam gdyby nie remont Faktorii bo to w sumie na kawę mieliśmy ochotę. Tam też zamawia się przy ladzie, ale jest to “intuicyjne” i przyjemnie patrzeć na parzoną kawę.
Poza tym juz tradycyjnie: grzane wina, Zielona Tawerna, naleśniki i Mandaryn. A tam czardasz, kurczak Taj Mahal i wieprzowina po pekińsku twarda jak podeszew.
No i dresy. Wparowały 3 i chciały bić kelnerów i właściciela za nieudaną rezerwację. Po długim dymie na środku sali, wyszli a właściciel przeprosił nas za całe zaiście. Plus dla niego.
Poza tym trochę doznań antyartystycznych. Nalezy do nich obcowanie z koscielnym organistą. Stwierdzamy, że nie zmienili go od poprzedniego roku. Ponownie meczył nas przez godzinę na wieczornej mszy.
Opublikowany w family, podróże | Zostaw Komentarz »