Nie ma to jak najlepsze momenty lodowatej polskiej zimy, czyli noc sylwestrową spędzić na wyspach. Ja wybrałbym Fidżi, ale jestem miękki. Najwięksi twardziele jadą na Bornholm. Jadą. Na rowerach. Uff…
Jeśli jesteś bogatym człowiekiem to pomóż im nie zamarznąć. Zasponsoruj im śpiwór
Archiwum kategorii ‘podróże’
Dwóch twardzieli
Opublikował/a jahckal w dniu listopad 24, 2006
Opublikowany w podróże | Zostaw Komentarz »
Po Rzymie
Opublikował/a jahckal w dniu marzec 8, 2006
Dni było za mało. Nie udało nam się zobaczyć “wszystkiego”. Choć bardzo staraliśmy się. Oczywiście w ramach zdrowego rozsądku, obejmującego np. wstawanie o 8:20, a nie o 6:00. Prawie wszędzie chodziliśmy na piechotę. Nasze nóżki już bardzo dawno nie miały takiego treningu. Bolały strasznie i mieliśmy czasem pokusę, żeby dalej nie iść. To były piękne 3 dni. Piękna pogoda, piękne zdjecia. Zrobię z nich potem jakąś galerię i gdzieś wystawię.
Po raz kolejny zaraz po powrocie do tego kraju miałem ochotę jak najszybciej go opuścić. My po prostu jesteśmy opóźnieni w stosunku do innych krajów o kilkadziesiat lat. A moze przez Polactwo nigdy ich nie dogonimy. Najpierw strażnik graniczny, młody chłystek podrywający swoim pięknym uśmiechem wszystkie kobiety i proszący, aby odsłoniły ucho. Moje było na wierzchu, więc pewnie dlatego nie spodobał mu sie mój dowód. Był zniszczony i do wymiany. Na pewno na nim nie wyjadę z kraju. Gdy dowiedział się, że wyjechałem 3 dni wcześniej wkurwił się już ostatecznie i kazał mi szukać prawa jazdy.
Potem PKP. Mają swój internetowy rozkład w którym podajesz jaki dzień odjazdu Cię interesuje. Nic jednak z tego nie wynikło, że wskazałem odjazdy z Krakowa od 6. marca od 23.00 gdyż pociag, który mi wyszukało jako odjeżdzający 7. marca o 2.00 miał gwiazdkę*.
* odjeżdza niecodziennie i na pewno nie 7. marca mimo, że interesują Cię takie pociągi.
Paranoja!
Opublikowany w family, podróże | Zostaw Komentarz »
Dziwię sie…
Opublikował/a jahckal w dniu luty 12, 2006
Dziwię się sobie, że nie lubie pić herbaty u Dziwisza, choć lubią to miejsce wszyscy (oprócz mojej żony). Nie ma żadnych ostrzeżeń z poprzedniej epoki mówiących “Pofatyguj się do lady, żeby zamówić”. A jednak po 10 minutach oczekiwania i ignorowania Cię przez przemykające obok kelnerki zaczynasz podejrzewać, że coś nie gra. Zamawia sie przy kasie bo maja tylko jedno rozwieszone na ścianie menu. Potem zamówienie przynosi Ci kelnerka do stolika. Okropne rozwiazanie. Daliśmy się z Patrycja nabrać na nie już dwukrotnie i za drugim razem przypomnielismy sobie, że poprzednim razem też nam się nie podobało… właśnie z tego powodu. Grunt to dobra pamięć. Nawiasem pisząc na pewno nie poszlibyśmy tam gdyby nie remont Faktorii bo to w sumie na kawę mieliśmy ochotę. Tam też zamawia się przy ladzie, ale jest to “intuicyjne” i przyjemnie patrzeć na parzoną kawę.
Poza tym juz tradycyjnie: grzane wina, Zielona Tawerna, naleśniki i Mandaryn. A tam czardasz, kurczak Taj Mahal i wieprzowina po pekińsku twarda jak podeszew.
No i dresy. Wparowały 3 i chciały bić kelnerów i właściciela za nieudaną rezerwację. Po długim dymie na środku sali, wyszli a właściciel przeprosił nas za całe zaiście. Plus dla niego.
Poza tym trochę doznań antyartystycznych. Nalezy do nich obcowanie z koscielnym organistą. Stwierdzamy, że nie zmienili go od poprzedniego roku. Ponownie meczył nas przez godzinę na wieczornej mszy.
Opublikowany w family, podróże | Zostaw Komentarz »
